Opowieść o naszej podróżny do Meksyku należałoby zacząć od początku….
A zatem : dlaczego chciałam jechać właśnie tam? Powodów jest klika.
Po pierwsze ( i to jest jednocześnie najważniejsza przyczyna) bo tam, właśnie w Santa Rosa, kolo Leon urodził się mój tata.
Tam również ( ale w miesicie Meksyk) został pochowany mój biologiczny dziadek.
Były także inne powody: Frida Kahlo i Diego Rivera- których malarstwo zaczęłam wielbić po obejrzeniu filmu „Frida”.
Wspaniała kuchnia meksykańska ( w naturalnych warunkach okazała się być dużo bardziej pikantna), tequila ( wiadomo),
i to ze w styczniu będzie tam ciepło.
Plan wyprawy obejmował :
1/miasto Meksyk ( a w nim : dom Fridy, Muzeum Dolores Olmedo, stadion),
2/ Guadelupe,
3/Teotihuacan,
4/Guanajuato,
5/ Leon,
6/Guadalajarę,
7/Tequilę,
8/długi pobyt nad oceanem, gdzieś gdzie można wypoczywać, opalać się i kapać i gdzie nie ma mnóstwa turystów.
Udało się zrealizować - wszystko. A nawet dużo więcej. A jak ? - o tym będzie w następnej notce.





