wiadomości encyklopedyczne:
Tadź Mahal („Korona wśród pałaców”) – wzniesiona w Agrze, w indyjskim stanie Uttar Prades – w odległości ok. 190 kilometrów od Delhi.
Nazywana jest „Świątynią miłości” – została bowiem wzniesiona po śmierci ukochanej żony Shaha Jehana – Mumtaz Mahal . Budowa trwała ponad 20 lat (1632-1654). Pracowało przy niej około 25 tysięcy robotników.
Wycieczka miała się rozpocząć o godzinie 6:30, a wyjechaliśmy z Delhi po 8 rano. Nie mogę jednak narzekać. „KTOŚ” przyszedł po mnie do hotelu i zaprowadził mnie na miejsce gdzie stał autobus. Było to dosłownie jakieś 5 minut drogi, ale wkroczyłam w zupełnie inny świat, którego nie da się tak po prostu opisać. Oczywiście o brudzie Indii wiele się słyszy, z przewodników wiedziałam , że Maain Baazar nie jest ekskluzywną ulicą, ale to co widziałam , idąc bocznymi uliczkami, „na skróty”…. Brud przerażający, niewyobrażalny. Obok siebie w jednym „mieszkaniu najwyraźniej gromadzono śmieci – szwendały się po tym psy… A zaraz obok , czerwone światło, jakieś głosy… nie wiem co to było ale chyba odbywały się tam modły, paliły kadzidełka. Krowy zaglądające przez drzwi do domów.. Część ludzi nocowała na ulicy, inni wychodząc z domów rozpalali ogniska. Wszystko działo się jakby w zwolnionym tempie… Jedziemy … Ja i pewien Francuz ( dosyć niemrawy zresztą -ale robił bardzo ciekawe zdjęcia), jako jedyni „biali” zostaliśmy ulokowani w szoferce … Co kilkadziesiąt kilometrów, posterunki policyjne ( przed wjazdem do miasta). Tworzy się korek, bo wszystkie samochody są kontrolowane. Przed nami ciężarówka, a na niej może ze 25 Hindusek. Jedna z nich ma śmiesznie wystające zęby, więc odruchowo, delikatnie się uśmiecham. Hinduska odwzajemnia uśmiech, więc teraz już normalnie się do niej uśmiecham. I cóż się dzieje , jak w efekcie domina …. WSZYSTKIE zaczynają się do mnie uśmiechać i machać rękoma ..Francuz krzyczy : AAAAAA i szuka aparatu. Czekaj – myślę sobie – to teraz zobaczysz!!!. Pomachałam im ręką… Hmmm … Pewnie uwidocznił najwspanialszy wybuch radości w swoim życiu… Niesamowitą euforię pozytywnych uczuć.. .
Mniej więcej po godzinie jazdy mamy przerwę na śniadanie. Przydrożny zajazd jest obskórny i odechciewa mi się tam jeść. Procedura zakupu śniadania przypomina zakup pasztecika z barszczem – w jednym punkcie się płaci, otrzymuje “kwitek” i przechodzi dalej . Podeszłam do Hindusa, który na oddzielnym “kramiku” sprzedaje “gotowe”, głównie zachodnie jedzenie. Kupuję słodycze ( obrzydliwe) i colę light w puszce… Cola ma bardzo dziwny smak.. Przez chwile myślę… może jest produkowana specjalnie na Indie… Ale sprawdzam puszkę : przydatność do spożycia skończyła się …ponad rok temu ! Eeeeee dam sobie spokój… Ale z drugiej strony.. – wiem , że ze mnie zdarł .. puszka kosztowała 35 rupii. A, nie będzie Hindus “pluł mi w twarz , ni dzieci nam germanił „. Idę. W bojowym nastroju i mówię : TA COLA JEST NIEDOBRA !!! I pokazuję bardzo wymownie na datę ważności. Na co Hindus : Jak to niedobra, jak to niedobra … Madam???!!! Popatrzył na dno puszki… Popatrzył na dno innej puszki , którą miał “na składzie”… Obejrzał WSZYSTKIE puszki , które miał na składzie… W końcu stwierdził : No problem , Madam… proszę wziąć coś innego… Biorę gumę i ciastka, a ten bezczelnie, że mam mu dopłacić 35 rupii !!! No to już szczyt! Odkładam ciastka, zabieram gumy i odchodzę dumnie unosząc głowę …. Ale mu pokazałam!!! Ps: Przydatność gum do spożycia .. skończyła się pół roku temu …
Kiedy dojeżdżaliśmy do Agry kilkakrotnie do naszej kabiny ktoś wsiadał, dawał w łapę kierowcy ( miałam wrażenie że za możliwość rozmowy) i usiłował przekonać nas , żebyśmy opuścili autobus. Argumenty były różne… ale generalnie sprowadzały się do tego iż jest to wycieczka dla Hindusów, że będzie to dla nas zupełnie nieinteresujące, że będą mieli mało czasu na zwiedzanie Tadż Mahal, za to wylądujemy w zupełnie dla nas nie interesujących miejscach.. Francuz dał się przekonać. Ja – nie. powiedziałam, że to co jest dobre dla Hindusów jest będzie dobre i dla mnie.
Zatrzymaliśmy się przy forcie. Pewien mężczyzna który przedstawił mi się jako przewodnik wycieczki, poinformował najpierw mnie, a potem pozostałych, że mamy 40 minut na zwiedzanie. Potem zaczął tłumaczyć mi jaki bilet mam kupić w Forcie żeby potem kupić tańszy w Tadż Mahal, ale zanim go kupię , muszę mu dać pieniądze bo on mi coś tam załatwi.. .
Było to tak niesłychanie skomplikowane że się pogubiłam. W każdym razie bilet jest drogi. Około 20 dolarów.
Po wyjściu z autobusu wpadłam na dwóch niesłychanie przystojnych nie – indusów. Jeden z nich zapytał skąd jestem. Kiedy odpowiedziałam drugi ( po rosyjsku) zapytał czy mówię po rosyjsku. Powiedziałam , że słabo. Wtedy on ( dalej po rosyjsku) , że są z Tadżekistanu, a Hindusi biorą ich za Japończyków. JA TEŻ ICH WZIEŁAM ZA JAPOŃCZYKÓW, TYLKO SIĘ DZIWIŁAM ZE TACY WYROŚNIĘCI. O Polsce wiedzieli na prawdę sporo. Byli niesłychani egzotyczni i swojscy zarazem. Stwierdzili, że muszę ich odwiedzić, najlepiej wiosną. Opowiadali jak u nich jest pięknie, że możemy jeździć konno po stepie…. i przekonywali ze jak nie mam już urlopu, to powinnam załatwić sobie lewe zwolnienie lekarskie … Fenomenalne połączenie romantyzmu ( konie, muzyka, przyroda) i realizmu ( co, jak , za ile). Informatycy na trzymiesięcznym stypendium od rządu Indii. Cudownie, cudownie się z nimi bawiłam… Wiem , że to brzmi banalnie ale po dwóch minutach znajomości miałam wrażenie, że znam ich całe życie.. .
Jednak zupełnie niezwykłą chwilę przeżyłam z nimi w Tadż Mahal. Mauzoleum Tadż Mahal… piękne, majestatyczne ale bardzo, bardzo skomercjalizowane…
Nie ukrywajmy : każdy kto jest w północnych Indiach zwiedza to miejsce. Mnóstwo turystów marzących o tym żeby zrobić sobie zdjęcie na ławeczce tak jak księżna Di. Mauzoleum zostało wniesione przez cesarza Szachdżachana , po śmierci jego ukochanej żony Mumtaz Mahal. Podobno zmarła rodząc mu 14 dziecko. Najwspanialszy pomnik miłości na świecie. Szachdżachan został odsunięty od władzy przez syna i wtrącony do więzienia gdzie spędził ostatnie 8 lat swojego życia. Powód: syn doprowadził do uznania go za wariata, po tym jak cesarz postanowił wybudować po drugiej stronie mauzoleum dla siebie, a to wiązało się z ogromnymi kosztami.
Tadżykowie rozbawili mnie do łez dysputą pod tytułem : co facet jest w stanie zrobić dla kobiety, kiedy się zakocha. Jeden z wniosków ( niesłychanie słuszny zresztą) to : żeby jeszcze ona przynajmniej żywa była! Najpierw – jak wszyscy turyści – robiliśmy sobie miliony zdjęć. Później dotarliśmy w jakieś odludne miejsce, w ogrodzie mauzoleum. Poprosili żebym usiadła „jak Tadżyk z Tadżykiem” ( dla mnie to było “po turecku”).
I…….. zaczęli się modlić. To było wstrząsające… Po raz pierwszy w życiu uczestniczyłam w muzłumańskiej modlitwie. I te niesamowite okoliczności… Indie, Tadż Mahal, zachód słońca… I modlitwa. Bardzo śpiewna i bardzo prawdziwa…
W żadnym wypadku nie czułam się wyobcowana, przeciwnie odebrałam to jako wyraz pewnego szacunku dla mojej osoby. Tylko że tu nie chodził o mnie. To ONI byli cudownymi, nieprzeciętnymi ludźmi… Dla nich Tadż Mahal nie było miejscem ” w którym się bywa”. Dla nich był to grób, przy którym należało się pomodlić. Ciekawa jestem ilu chrześcijan, zwiedzając zabytkowe katedry, kościoły myśli o modlitwie. Ilu dziękuje bogu za to że pomógł budowniczym stworzyć coś tak wspaniałego. Ilu zaprosiłoby do modlitwy osobę innej wiary – dopiero co poznaną kobietę. …





