Madonna jest jedną z tych gwiazd, które z upływem lat wyglądają lepiej. Lubiłam jej piosenki, kiedy byłam nastolatką. Teraz spoglądam na nią z przyjemnością, bo daje mi nadzieje, ze jak będę miała dwadzieścia lat więcej, to niekoniecznie muszę być zgrzybiałą staruszką. Można wyglądać świetnie mając pięćdziesiątkę.
Madonna kojarzy mi się z czasami liceum, bo pamiętam jak na lekcjach angielskiego tłumaczyliśmy jej teksty. Nie jestem jednak fanką Madonny. I wcale nie miałam zamiaru jechać na jej koncert. Mam jednak siostrzeńca . Krzyś ma 13 lat i to on namówił mnie na wyjazd do Warszawy. Bilety kupiłam na allegro, w ostatniej chwili i taniej niż były w sprzedaży.
Potem wystałam swoje w kolejce. Przyjechaliśmy na koncert po 16, najpierw ścisk przed wejściem na lotnisko, potem kolejny przed wpuszczeniem na miejsce gdzie odbywał się koncert.
Z tego co słyszałam po koncercie, nie było wydzielonego wejścia dla osób niepełnosprawnych. Z tego co widziałam sama, z całym szacunkiem, ale chyba jakiś idiota ustawiał barierki. Ludzie, przy wchodzeniu na teren lotniska „nadziewali się” na barierki, które zostały postawione, albo przesunięte przez tłum w zupełnie nieodpowiednie miejsce. Jedni krzyczeli: uwaga, tu są dzieci! Inni odpowiadali: Dzieci? O tej porze powinny w domu oglądać dobranockę, kto je tu zabrał?!!! Jedni się złościli, inni śmiali.
Następne kilka godzin to na przemian siadanie i stanie wśród mnóstwa ludzi w bardzo różnym wieku i rozmowy , których głównym tematem było : o której się zacznie.
Około 20 niektórzy ludzie dookoła nas zaczęli mdleć. I coraz bardziej się rozpychać i kłócić. Mimo tych niedogodności atmosfera była jednak sympatyczna. Zawiązał się nawet front obrony zajętych miejsc, co polegało na tym, że w kilka osób pchaliśmy się na tych z tyłu, co cały czas na nas się pchali. I postanowiliśmy absolutnie nie przepuszczać wymalowanych nastolatek, które próbowały dostać się bliżej sceny. Staliśmy naprawdę w dobrym miejscu, bo przy samej barierce. Z tego czasu oczekiwania, najbardziej utkwiły mi w pamięci buty dwóch „lasek” – 12 centymetrowe szpilki!!! Szacunek dla pań i pozostawię to bez komentarza.
Wracając do organizacji, to tak się złożyło, że mieliśmy najtańsze bilety, czyli staliśmy na płycie boiska. Staliśmy blisko i stosunkowo dużo mogliśmy zobaczyć „na żywo”, a szczegóły na telebimie. Natomiast szczerze współczuję tym, którzy zapłacili dwa albo pięć razy więcej za miejsca siedzące. Po pierwsze ustawione były tak, ze można było z nich chyba wyłącznie oglądać to, co się dzieje na telebimie, po drugie co było widać, i na co sporo osób się skarżyło, absolutnie nie czuło się tam atmosfery.
O 21:20 zaczął się koncert… Fantastyczne, dopracowane w każdym szczególe show. Zastanawiałam się nawet, czy nie za bardzo dopracowane – do momentu kiedy nie zabrzmiało You must love me … pojawiły się białe serca, trzymane przez większość fanów i Madonna, mówiąc kolokwialnie, zgłupiała. Naprawdę miała w oczach łzy i popłoch, kiedy usłyszała sto lat i dopiero ktoś jej musiał wytłumaczyć co ci fani tak wyjął.
Najzabawniejszy moment koncertu to widoczne na telebimie białe serce z napisem „adopt me”.
Madonna porażała swoją sprawnością fizyczną. Biegała po całej scenie, tańczyła, zjeżdżała z jakiejś rury, skakała na skakance, przebierała się, pchała samochód i przy tym oczywiście śpiewała … i grała na gitarze…
Na scenie był samochód, wagoniki metra, jednym słowem jedna wielka oranżeria. I kilka warstw obrazów. Madonna – gwiazda, ale i tancerze, muzycy, urywki teledysków na telebimach z boku sceny, a na scenie pojawił się i Michael Jackson i Matka Teresa i Obama i różni biedni ludzie i apel do świata.
W zasadzie to na końcu mogła jeszcze wypuścić stado gołębi…
Utwory z najnowszej płyty ale i „La Isla Bonita” tym razem nie tylko hiszpańska, ale jakaś mieszanka cygańsko – żydowska.
Dla porównania ta sama piosenka na koncercie w Londynie
Nie było ( co pewnie wiele osób zdziwiło) jakiegoś skandalicznego zachowania. No, jeśli nie liczyć jej pocałunków z tancerkami na scenie, ale czy w dzisiejszych czasach może to kogoś szokować?
Podobało mi się.
Od czasu koncertu znowu zaczęłam słuchać jej piosenek. Zostałam fanką (?)
Asia





